Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonką być. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonką być. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 stycznia 2015

Ja gotuję, ty gotujesz... Ugotujmy coś razem!

Mniej więcej rok temu, w wyniku niezwykle niesprzyjających okoliczności, dostałam absolutnej awersji do sushi, które wcześniej uwielbiałam. Niestety, mimo kilku podejść, utrzymująca się niechęć zarówno do smaku, jak i samego nawet zapachu sushi, zmusiła mnie niejako, do odkrycia nowych smaków japońskiej kuchni. Kiedy moi znajomi w restauracji japońskiej zamawiają ogromne zestawy sushi, ja zajadam się zupami, przystawkami, cudacznymi daniami głównymi. Moją miłością są oczywiście zupy - ramen z kurczakiem oraz prosty bulion z grubym makaronem udon. Zakupy zrobiłam w internetowym sklepie Słodko-Kwaśny, który oferuje też kopalnię przepisów na rozmaite dania kuchni azjatyckiej.

Pogrzebałam również na Youtube i znalazłam dwa godne polecenia anglojęzyczne kanały z kuchnią japońską: JapaneseCooking 101 oraz Ochikeron. Te dwa kanały są prowadzone przez rodowite japońskie gospodynie domowe, stąd jestem pewna ich wiarygodności. Na YT można znaleźć masę filmików nakręconych przez nie Japończyków i jeśli porównacie ich niektóre przepisy z przepisami japońskimi, zobaczycie różnice. Oczywiście każda kuchnia daje niesamowite pole do popisu i pewnie każda gospodyni nadaje swoim daniom własny szlif, jednak (zwłascza w przypadku JapaneseCooking101), prowadzące kanał starają się zapoznać z tradycyjną, prostą i podstawową kuchnią japońską. Ochikeron prowadzi kuchnię bardziej artystyczną i cukierniczą - jej kanał jest naprawdę słodki ;)

Poniżej znajdziecie kilka przepisów - pierwszy z kanału Japanese Cooking, a drugi Ochikeron - enjoy! 



Ponadto, innym bardzo ciekawym kanałem na YT, który ostatnio odkryłam jest Japanagos prowadzonym przez przesympatyczną, dwujęzyczną 30-letnią dziewczynę o imieniu Chika. Spędziła paręnaście lat w USA, a teraz po powrocie do Japonii niejako odkrywa swój ojczysty kraj, czym dzieli się z ludźmi z całego świata wrzucając filmy na YT. Zyskała popularnosć w sieci poprzez swój pierwszy kanał, gdzie uczy Japończyków angielskiego.

Jako że zaczęliśmy Nowy Rok i jesteśmy w temacie kulinarii, wrzucam filmik Chiki z zeszłego roku, w którym pokazuje, jak ugotować tradycyjną zupę noworoczną zwaną "ozoni".



Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim!

środa, 5 listopada 2014

I'm back.

Dobrze, byłam trochę zajęta przez ostatnie miesiące - dużo się dzieje, aż dziw, że w największym harmidrze przypomniałam sobie o istnieniu tego bloga. Może dlatego, że koniec roku zbliża się nieuchronnie i przypomniałam sobie o moim postanowieniu zwiększenia liczby postów w skali roku. Liczba postów już teraz jest większa niż w roku ubiegłym, ale chodziło mi też o pewnego rodzaju systematyczność, którą udawało mi się utrzymać przez kilka miesięcy. Próbowałam się zalogować wczoraj na blog, ale nie mogłam sobie przypomnieć maila oraz hasła, co dobitnie świadczyło o mojej długiej nieobecności i ogromnym zaniedbaniu mojego japońskiego kawałka sieci.

No nic, lepiej późno niż wcale, jak to mówią :)

Odkryłam jakiś czas temu fantastyczny kanał na youtube - jest to vlog prowadzony przez Izumi, która jest w połowie Japonką, w połowie Koreanką i zabiera nas ze sobą w podróż do Korei Południowej, gdzie przez 3 miesiące mieszka w abstrakcyjnie malutkim "room boxie". Jej chłopak jest Hiszpanem, stąd w filmikach przewija się również gorąca i słoneczna Hiszpania. Izumi poznaje nas z masą swoich japońskich i koreańskich przyjaciół, pilnie uczy się języków obcych (angielski, koreański, chiński oraz hiszpański). Obecnie wróciła do Japonii, do swojego rodzinnego miasta Tosu i teraz stamtąd nagrywa swoje filmiki - opowiada o swojej nowej pracy na lotnisku, o stygmacie dotyczącego tatuaży (Izumi ma 6 malutkich tatuaży w różnych miejscach na ciele). Bardzo polecam jej kanał, bo Izumi bardzo dobrze mówi po angielsku, co może być motywujące dla kogoś kto się tego języka uczy - Izumi nauczyła się go samodzielnie, poza 6 latami angielskiego w szkole nigdy nie chodziła na dodatkowe lekcje angielskiego, ani też nie mieszkała w kraju anglojęzycznym. Poza tym Izumi jest przesympatyczną 35-letnią kobietą (chociaż wygląda znacznie młodziej - jak to Azjatki...) i naprawdę bije od niej szczerość - nie da się jej nie lubić!

Nie mam siły wrzucać filmików - zalinkowałam go w treści posta.

Do następnego razu.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

40 lat fenomenu białej kocicy.



Nie raz i nie dwa zastanawiałam się nad fenomenem Hello Kitty - najpopularniejszej kotki z Japonii. To nie tylko kreskówka, komiks, ale również marka i prestiż - jest genialnym odzwierciedleniem japońskich kobiet, które są są słodkie i mają słabość do drogich i luksusowych towarów. Targetem marki Hello Kitty już dawno przestały być małe dziewczynki - adresatem gadgetów, torebek, zegarków, biżuterii, ubrań, wibratorów, lizaków i nie wiadomo czego jeszcze, od lat są dorosłe kobiety. Podobno powstało nawet auto z wizerunkiem tej słodkiej, białej kotki. I samolot również. Fenomen Hello Kitty, bardzo popularnej w Japonii i Korei, przeniósł się na zachód, kiedy amerykańskie aktorki zaczęły się pokazywać na czerwonych dywanach z gadżetami z wizerunkiem Hello Kitty. Jej wizerunek znajduje się na ponad 20 000 produktów i jest chyba najbogatszym kotem świata, bo rocznie zarabia 5 miliardów dolarów. Postać Hello Kitty została wymyślona przez Yuko Shimizu, w przedsiębiorstwie Sanrio w 1974 roku. Można więc powiedzieć, że w tym roku Hello Kitty obchodzi 40-ste urodziny! 

Do tego postu zainspirowała mnie piosenka Avril Lavigne "Hello Kitty".



A wiecie, jak Hello Kitty prezentuje się w rzeczywistości? Jej rasa to kot japoński bobtail, który wygląda naprawdę przyjemnie. Uwielbiam kotki z futerkiem w ciapki!



No nie da się zaprzeczyć, że kotek śliczny.
A ja trzaskam posty jak głupia.
No zobaczymy, może uda mi się w tym roku...

środa, 8 stycznia 2014

Yakuza - fascynujący paradoks.



Słyszeliście już o tej historii?

"Ikumi Yoshimatsu, ubiegłoroczna Miss International, stała się symbolem oporu przeciwko potężnej japońskiej mafii.

Problemy 26-latki zaczęły się zeszłej wiosny, zanim jeszcze wygrała konkurs piękności. Pracowała wówczas jako aktorka i modelka. Jedna z największych w Japonii agencji zajmujących się młodymi talentami Burning Productions zaproponowała jej współpracę. Yoshimatsu odmówiła jednak odpowiadając, że nie chce pracować w miejscu, o którym powszechnie wiadomo, że ma powiązania z mafią.
Na reakcję nie musiała czekać długo. Agent pracujący dla agencji Genichi Taniguchi zaczął zastraszać kobietę, groził także jej najbliższym. Jednocześnie kilka innych agencji odmówiło współpracy z Yoshimatsu.
Kobieta zamiast się przestraszyć doprowadziła do oskarżenia agenta i Burning Productions. Genichi Taniguchi tłumaczył się, że nie chciał nikogo do niczego zmuszać, a próbował jedynie odebrać rzekomo pożyczone pieniądze od osoby reprezentującej piękną Japonkę. Nikt mu jednak chyba nie dał wiary, a odkąd Ikumi Yoshimatsu opisała swoją historią na blogu, na jej stronie wpisało się ponad milion osób wyrażając poparcie dla jej postawy.
Kraju rozpoczęła się też debata o tym, jak wielkie wpływy ma w Japonii yakuza uważana za największą mafię świata.
„Praktycznie stała się półlegalnym podmiotem posiadającym własne biura i wizytówki oraz magazyny dla fanów" - pisał już rok temu dziennikarz śledczy Jake Adelstein w magazynie "Foreign Policy". Dziś yakuza liczy około 60 tys. członków w 22 gangach.
Choć początkowo organizacja specjalizowała się na ściąganiu ściąganiu haraczy, prostytucji czy morderstwach, przeprowadzona dwa lata temu akcja walki z mafią sprawiała, że yakuza zaangażowała się w takie branże, jak finanse czy przemysł rozrywkowy. Mimo to brutalne metody jej działania nie zmieniły się.
Po tym, jak Yoshimatsu opowiedziałą swoją historię, władze odpowiedziały nie tylko śledztwem w jej sprawie, ale także w sprawie powiązań yakuzy z wieloma instytucjami, w tym między prominentnymi postaciami mafii i bankami."

Źródło: RP.pl

Niczym z serialu kryminalnego, prawda? Yakuza wydaje się być dużym problemem w Japonii, z punktu widzenia prawa, przynależność do gangu/mafii nie jest przestępstwem, a półlegalna działalność yakuzy pozwala na wyślizgiwanie się wymiarowi sprawiedliwości. Działalność yakuzy polega na zapewnieniu "ochrony" mniejszym i większym przedsiębiorcom, którzy muszą im za to płacić, pod groźbą nieprzyjemnych konsekwencji. Kilka miesięcy temu pewna kobieta pozwała yakuzę do sądu, domagając się zwrotu pieniędzy, które zapłaciła yakuzie za ochronę przez 12 lat. To pierwsza tego typu sprawa - mam na myśli bezprecedensowość legalnej próby odzyskania pieniędzy od mafii, która w pewnym sensie jest legalna w kraju kwitnącej wiśni. Przeczytajcie o tym na stronie Tokyo Times

Świat jest pełny paradoksów... Nie trzeba jechać do Japonii - u nas tego jest cała masa, prawda?

wtorek, 3 lipca 2012

Makijaż japoński. Miyavi i nowy singiel "Day 1"

Ostatnio dość intensywnie bawię się makijażem. Zapisałam się do szkoły wizażu, organizuję w weekendy sesje zdjęciowo-makijażowe z przyjaciółkami i początkującymi modelkami - tworzę swoje portfolio. Japońskie trendy makijażowe oraz wszelkie japońskie produkty do makijażu: kosmetyki, cienie, bazy, kremy, sztuczne rzęsy, kolorowe soczewki kontaktowe.... Wszystko to co japońskie rządzi na azjatyckich rynkach i to właśnie Japonki wyznaczają trendy, którymi podążają Chinki, Koreanki, Wietnamki, Singapurki, Malezjanki, Filipinki....

W każdym razie, jeśli jesteście ciekawi, jakie makijaże są najpopularniejsze wśród Japonek, to znalazłam bardzo fajną stronę w Internecie, gdzie dziewczyny tworzą przystępne filmiki na youtube, z angielskimi napisami, więc wszystko można nie tylko obejrzeć, ale i zrozumieć :)

Strona nazywa się Cutie Channel. Jest po japońsku, ale dość łatwo się tam można odnaleźć, bo nagłówki poszczególnych działów na stronie są po angielsku, więc bez problemu znajdziecie widea, bez problemu znajdziecie swoją ulubioną modelkę, która zaprezentuje nowy makijaż, a także zabierze was np. do fryzjera na zabieg pielęgnacyjny włosów :) Strona jest, jak sama nazwa wskazuje, słodziutka, dziewczęca i bardzo japońska. Poniżej jeden z filmików, który mi się szczególnie spodobał:




A Miyavi ma nowy, ŚWIETNY singiel :)Piosenka nazywa się "DAY 1" i jest nieco elektroniczna, ale oczywiście nasz artysta i tak dał popis swoich umiejętności gry na gitarze. Za to go uwielbiamy, prawda?? Energiczny, wykrzyczany i dający kopa kawałek. Enjoy!



Oczywiście nie mogę znaleźć słów, a szkoda, bo Miv śpiewa w dużej części po angielsku. Jak znajdę do wrzucę.

poniedziałek, 21 maja 2012

Hiroszima - moja nienawiść.




"Hiroszima - moja nienawiść" - taki tytuł nosi artykuł z "Wysokich Obcasów Ekstra" (maj 2012) autorstwa Jarosława Murawskiego, który mnie osobiście bardzo przypadł do gustu. Dlaczego? Bo jest prawdziwy, szczery i nieco krytyczny. Ja uwielbiam Japonię, uwielbiam Japończyków, ich modę, jedzenie, tradycje... Ale oczywiście są rzeczy czy aspekty ich społeczeństwa/kultury, które mogą nam, ludziom z zachodu, nie pasować, a nawet wkurzać. I o tym jest ten tekst. Głównym bohaterem artykułu jest Juan - pochodzenia włosko-hiszpańskiego, któremu przytrafiło się poślubić Japonkę. Mieszka w Japonii, w Hiroszimie już 10 lat i ma dość długą listę rzeczy, które najbardziej go wkurzają w tym miejscu, a konkretniej zachowań ludzi tu mieszkających.

"Nienawidzę Japończyków! - cedzi przez zęby.
-Look, look! - Juan pokazuje przed siebie.
Z przeciwka nadchodzi grupa młodych Japonek. Kiedy mają nas minąć, Juan gwałtownie zastawia im drogę swym gwiazdorskim ciałem, jednocześnie rozczapierzając palce. Japonki w popłochu odskakują.
-Widzisz? Widzisz!? - triumfuje.
-Ale co?
-Widzisz jak one panikują? Jak uciekają przestraszone? Żadnej reakcji!
-W każdym kraju by tak uciekały - zauważam.
-Nie! - protestuje Juan - We Włoszech dostałbym cios w kolano albo co najmniej zobaczył wysunięty środkowy palec. Byłaby jakaś energia! A tu...

Staje się dla mnie jasne, że nic tak nie wyprowadza Juana z równowagi jak japońska uprzejmość. A, że uprzejmość jest dla Japończyka tak samo charakterystyczna jak skośne oczy, po prostu wkurza go sam fakt, że ktoś jest Japończykiem."

I o tym jest właśnie ten artykuł. O tym co japońskie, ale kompletnie nie do strawienia przez osoby wywodzące się z odmiennych kultur. O tym, że miejsce żony jest w domu i o tym, że i tak ugotuje mężowi pełnodaniowy obiad, nawet jeśli doskonale zdaje sobie sprawę, że ten wraca właśnie ze spotkania z kochanką. O pozornej uprzejmości i życzliwości. O tym, że przeciętny Japończyk wcale nie jest otwarty oraz nie znosi obcokrajowców. Artykuł jest o tym, że Japończycy są inni. Ale czy ktoś powiedział, że bycie innym jest złe? Nie. Odmienność kultury japońskiej jest fascynująca pod każdym względem, nawet jeśli pewne jej aspekty mogą działać komuś na nerwy. Dla mnie jednak Japonia pozostanie obiektem ciągłych obserwacji i nieskończonej fascynacji.

wtorek, 28 lutego 2012

Polandia.



Czyli co myśli pewna Japonka o Polsce, Polakach i naszej cudownej polskiej kulturze...
No cóż.
Ja podczas słuchania jej opinii miałam ochotę parę razy znacząco chrząknąć. Tak ostentacyjnie. No wiecie. Jak w teatrze ktoś pierdnie i chcecie mu "zwrócić uwagę", że nie wypada.

1. Mariko (27 l.) była zaskoczona, że tacy młodzi ludzie jak ona mogą sobie pozwolić na kupno mieszkania. Jeśli ktoś zarabia i ma stałą pracę to może wziąć kredyt. Tak jest zarówno tutaj, jak i w Japonii, przy czym wiadomo, że w Japonii faktycznie te ceny są wyższe, ale to głównie w Tokio i innych dużych miastach są aż takie astronomiczne. U nas często jest tak, że to rodzice kupują dziecku (dorosłemu dziecku) mieszkanie, albo przynajmniej w znacznej części dokładają się do niego, żeby dziecko nie musiało brać kredytu na 20-30 lat.

2. Polacy mało pracują... No nie wydaje mi się. W dobie tego cholernego kryzysu ludzie zaczęli bardziej szanować pracę i znam przypadki gdzie ludzie wyrabiają nadgodziny, bezpłatnie, byleby zatrzymać swoje posady. I też dojeżdżają po 1,5 godziny do miejsca pracy. I także poświęcają swój czas prywatny, życie osobiste kosztem pracy. Z drugiej strony znam osoby, które w życiu nie zrezygnują z życia "po pracy" kosztem pracy, bo cenią sobie równowagę. Mrówcza mentalność Japończyków tego nie ogarnie - u nich tatusiowie śpią po 4-5 godzin dziennie, wychodzą do pracy o 5 rano, wracają o 11 w nocy, żony i dzieci nie widują zbyt często... Co to jest za model rodziny? U nich życie jest drogie, presja i wyścig szczurów jest od powijaków, a ja nie jestem pewna czy to zostało przez nich dobrze wymyślone. Ja tam wolę pewną dozę polskiego luzu, jak to określiła Mariko.

3. Japonce nie mieści się w głowie, że jest tyle 24-godzinnych monopolowych sklepów oraz to, że nasze narodowe pijaństwo jest w ogóle legalne. Faktycznie, jak zobaczyła wianuszek żulów pod przysłowiową "budką z piwem" to mogła być zdegustowana. I rzeczywiście, dla osób z zagranicy Polacy piją dużo. Za dużo.  Radziłabym jednak jej nie zaokrąglać tego niezbyt pochlebnego wianuszka pijaczków do ogółu społeczeństwa. Do diabła.

4. Imprezy w Polsce. Z tego co opowiadała, to była studentką, a imprezy jakie opisała to jak ulał pasują do polskiego przybytku zwanego akademikiem. Wyrzucanie różnych rzeczy przez okno, kiedy przyjeżdża policja? No cóż, takie atrakcje tylko u nas. Trochę mi się przykro robi, kiedy słyszę takie historie o polskich studentach, którzy w sumie powinni być... Hm... Inteligentni? Nie? A to sory. Może coś przekręciłam...

5.  Co do najzabawniejszej sytuacji w Polsce. No cóż... Historia z turecką kawą jest kulawa, bo jak sama nazwa wskazuje, to jest kawa podawana na styl TURECKI, a ona stwierdziła, że MY (czyt. Polacy) w ten sposób pijemy kawę.

6. Nauka języka polskiego. Przyjechała na studia do Polski, ale języka nie uczyła się w ogóle przez 2 lata, bo uważała, że to jest niemożliwe. Bo jest za trudny. Ja pierdzielę, jak się jedzie do obcego kraju, to chyba głównie między innymi po to, żeby "liznąć" języka! Według mnie to dziwne.

No i to by było na tyle.
Co mnie napadło?
Czyżbym była złośliwa...? Niewyrozumiała...?
Nie wiem. Ale skoro ona ma prawo uważać, że nasz kraj jest taki czy siaki, to ja chyba mam prawo do sformułowania opinii na temat jej podejścia. Uważam, że podejście obcokrajowców do Polaków jest często bardzo powierzchowne, a opinie zbyt generalizowane. Wystarczy sobie na jutiubku obejrzeć inne filmiki z cyklu Polandia. Można się bardzo zdziwić, co młodzi obcokrajowcy myślą o nas Polakach.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Łyknąć pigułkę czy nie łyknąć. A wolno mi?



Znalazłam bardzo dobrze napisany artykuł, traktujący o obecnej dyskusji społeczno-politycznej à propos obowiązkowych badań ginekologicznych dla kobiet, w którym przy okazji pokrótce omawia się sytuację pigułek antykoncepcyjnych w Japonii zaczynając od lat 60. Zachęcam do czytania, oraz do odwiedzenia bloga autorki poniższego artykułu.

Viagra a prawa kobiet

Po necie przetoczyła się własnie dyskusja o pomyśle PO nałożenia na Polki przymusowych badań ginekologicznych; mądre noty napisali Szprota i Czescjacek

A mnie przypomniała się historia pigułki antykoncepcyjnej w Japonii. Trochę poza tematem, ale pięknie pokazuje, jak pod hasłem ochrony kobiet, i/lub dobra społecznego, różne środowiska  dobierają miliony zgrabnych argumentów, odbierając kobietom prawo do decydowania o własnej rozrodczości. Oraz jak szybko potrafi zmieniać się perspektywa rządzących, gdy w grę wchodzi obrona męskich interesów.

W ogromnym skrócie: najpierw, jeszcze w latach 60, antykoncepcję oprotestowały feministki, które w pigułce antykoncepcyjnej widziały interes firm farmaceutycznych (złe firmy chcą wyciągnąć pieniądze od kobiet, nie damy kobietom się naciągnąć!!!!11). Następnie sprzeciw zgłosiły organizacje rządowe na rzecz planowania rodziny, obawiając się utraty zysków z aborcji (głosili, że tabletka antykoncepcyjna jest niebezpieczna dla zdrowia japońskiej kobiety).

W latach 70 premier Tanaka Kakuei ogłosił, że leki hormonalne, mające działanie antykoncepcyjne, jako uboczne, są dostępne w sprzedaży, więc nie ma sensu legalizować tabletki. W latach 80 feministki uznały, że jednak popierają antykoncepcję doustną (była wówczas zakazana już tylko w obu Koreach i Turcji), ale nic to nie dało. Na początku lat 90 koncerny farmaceutyczne znów poprosiły o rozpatrzenie decyzji o legalizacji pigułki, ale dostały odmowę; obawiano się, że używanie tabletek wpłynie na spadek urodzeń (i na spowolnienie gospodarcze). W ciągu całej debaty przeciwnicy pigułki dowodzili, że jej działania uboczne są niedostatecznie zbadane.

W 1992 roku pojawiły się głosy, że użycie antykoncepcji doustnej obniży procent stosowania kondomów, a tym samym zwiększy ryzyko zachorowań na AIDS  i liczbę wolnych związków w społeczeństwie. Próby przeforsowania zgody na legalizację środków doustnych w 1997 i 1998 roku również zakończyły się niepowodzeniem. 2 marca 1998 roku  Ministerstwo Zdrowia wydało oświadczenie o konieczności przedłużenia badań nad pigułką, by sprawdzić jej związek z występowaniem raka macicy (do tego z kolei przekonali rząd ekolodzy). 

I nagle nastąpił przełom.

25 stycznia 1999 roku przez Ministerstwo Zdrowia została zaakceptowana i wprowadzona na rynek japoński Viagra. Urzędnicy zostali natychmiast oskarżeni przez media i środowisko feministyczne o seksizm, jako że środek ten czekał na akceptację jedynie sześć miesięcy, co duża część społeczeństwa uznała za jawną dyskryminację interesów kobiet, które nie mogły doczekać się środka także związanego z seksualną sferą życia przez kilka dekad. Mimo tłumaczeń, że przyspieszona decyzja o zalegalizowaniu Viagry była spowodowana próbą powstrzymania sprzedaży leku na czarnym rynku (u nas: przymusowe badania prostaty nie są konieczne, bo srutututu itp.)  wśród dziennikarzy pojawiły się opinie surowo krytykujące decyzje, sprzyjające określonym grupom interesu, a dyskryminujące kobiety.

Niewiele ponad miesiąc później, 3 marca 1999 roku Komisja do spraw Leków uznała, że pigułka o niskiej zawartości hormonów jest bezpieczna dla zdrowia i może być stosowana jako środek antykoncepcyjny. Długo oczekiwana  legalizacja pigułki nastąpiła 2 czerwca tego roku, a jej sprzedaż rozpoczęto kilka miesięcy później. *

Przez kilka dekad różne środowiska: rządowe, konserwatywne, medyczne grupy nacisku, ekologowie i feministki usiłowały decydować o tym, w jaki sposób kobieta ma prawo rządzić własną płodnością, kryjąc polityczne interesy pod hasłem ochrony kobiet. Tempo, w jakim zalegalizowano Viagrę w Japonii, jasno pokazuje jednak, że w patriarchalnym społeczeństwie za hasłem dobra kobiety często nie kryje się nic istotnego dla niej samej. Mam nadzieję, że przed wyborami będą o tym pamiętać wszystkie Polki i że zachowają czujność, za każdym razem, gdy któraś z partii wycierać sobie będzie gębę ich problemami.

*Na podstawie: Tiana Norgren, Abortion Before Birth Control

Drażni mnie takie patriarchalne podejście do kobiet - w końcu Japonia jest krajem bogatym, nowoczesnym, edukację ma na bardzo wysokim poziomie - kobiety z całą pewnością same potrafią o siebie zadbać. Jeszcze bardziej irytująca jest stosunkowo bierna postawa samych Japonek - bez ich udziału, głosu w tej sprawie - jeszcze długo, długo to mężczyźni będą "dbać" o kobiety w ich kraju.

wtorek, 12 kwietnia 2011

W co się ubrać, w co się ubrać!?

Japonki ubierają się na przykład tak:






Więcej skanów znajdziecie na blogu Eki. Jest Japonką mieszkającą w USA.
Więc chyba ma pojęcie o japońskiej modzie,
a przynajmniej wie skąd wziąć aktualne magazyny o modzie ;)

Dużo Japonek tak się właśnie ubiera, tak się czesze i tak maluje buzie.
Laleczkowy, przesłodzony i trochę przerysowany wygląd niczym z kreskówki jest w ogóle w całej Azji bardzo popularny, ale uznaje się, że Japonki robią to najlepiej i wszelkie trendy z Japonii trafiają na chłonny grunt u azjatyckich sąsiadów.

Całe szczęście, że nie wszystkie Japonki tak się właśnie stylizują.
Ja osobiście uważam, że azjatki wyglądają trochę dziwnie w platynowych blond włosach... I kolorowych soczewkach... I z tymi trójwymiarowymi tipsami... Tak się zastanawiam - ile takim Japonkom zajmuje to czasu, żeby się "wyszykować do wyjścia"?
Pocieszające jest to, że są kobiety, jak na całym świecie, które nie uważają magazynów o modzie za jedyny słuszny wzorzec, który warto naśladować i stawiają na swój naturalny azjatycki wygląd.

Bo, prawda jest taka, że może i wyglądają w takim wydaniu ładnie, jak urocze laleczki, ale lalki są, jak wiadomo, sztuczne. I takie Azjatki moim zdaniem wyglądają sztucznie. Jakby wyszły na ulicę sauté to ja np. nie rozpoznałabym ich!

wtorek, 8 marca 2011

Dzień kobiet.

Witam serdecznie kobiety, macham wirtualnym tulipanem i zapraszam do lektury.

The Japan Times opublikował artykuł autorstwa Natalie Koch dotyczący celebracji dnia kobiet w Tokio. Moje tłumaczenie poniżej:

Tokijscy rockerzy w hołdzie kobietom

Jako że dziewczynki skończyły już swoją celebrację Dnia Dziewczynek, mogą z niecierpliwością oczekiwać większego uznania podczas międzynarodowego Dnia Kobiet w dniu 8 marca.


Dzień ten uznaje ważność politycznych, ekonomicznych i społecznych osiągnięć kobiet przez różne aktywności na całym świecie.


Z okazji międzynarodowego Dnia Kobiet w Tokio żeńska część świata muzycznego i artystycznego zebrała się w restauracji The Pink Cow [Różowa Krowa - co za nazwa! - przyp. Chryzantema] na tak zwaną GoGirls Tokyo Music Night odbywającą się 13 marca. Inauguracyjna część celebracji obiecuje noc muzyki na żywo, artystyczne występy a także poważną kobiecą energię zawierającą się w takich artystach jak między innymi japońskie zespoły: rockowy Bo-Peep oraz elektro-rockowy 19 Mirrors.


Owy event jest organizowany przez GoGirls Tokyo, lokalną organizację, której celem jest wzmocnienie oraz dostarczenie możliwości kobietom ze sceny muzycznej.


Cały dochód zebrany z opłat za wejście, ¥2,000, będzie ofiarowany HELP Asian Women's Shelter w Tokio. Jest to schronisko udzielające wsparcia mieszkaniowego w sytuacjach kryzysowych, ponadto udziela wsparcia kobietom w Japonii.


Dalej dziewczyny (i chłopaki) z Tokio!


GoGirls Tokyo Music Night odbędzie się 6 marca w The Pink Cow, Shibuya, Tokio, od 18:30 do 23:30. Wejście od 17:00, wstęp ¥2,000 zawierający jednego drinka. Więcej informacji na gogirlstokyo.yolasite.com


No, to to jest moje tłumaczenie, oryginał znajduje się TUTAJ.

A ja jestem chora i w nosie mam Dzień Kobiet!

sobota, 8 stycznia 2011

Kreatywność Japonek.



Znalazłam bardzo fajne dziewczyny na Youtube, są one dosyć znane w wirtualnym świecie.
Chciałam Wam je przedstawić.

1. Binosume

Ją znalazłam już stosunkowo dawno, jakieś pół roku temu. Binosume zajmuje się robieniem tutoriali związanych z fryzurami. Jeśli znowu nie wiesz co chcesz mieć dziś na głowie, lub znudziły Ci się Twoje rozpuszczone włosy, a na koński ogon też już patrzeć nie możesz, spróbuj zainspirować się filmikami tej dziewczyny. Jest ona bardzo kreatywna - przyznam się szczerze, że kilka razy skorzystałam z jej pomysłów. Nie zdziwcie się, że Binosume nie pokazuje Twarzy. A przynajmniej stara się jak może. Uważam, że to zbędne, bo osoby które ją znają osobiście na pewno ją rozpoznają, a nam - ludziom obym, widzom zagranicznym jest wszystko jedno jak ona wygląda. Trochę przesadza z tą anonimowością - jak wejdziecie na jej bloga, to zobaczycie, że publikuje sporo zdjęć. Obok swojego pieska (chiuaua oczywiście - to chyba najpopularniejszy pies w Japonii), zamieszcza też czasami zdjęcia swojej osoby. I.... zawsze tak obrabia zdjęcie, żeby ukryć swoją twarz i ewentualnych osób towarzyszących.

Tak czy inaczej, oglądanie jej filmików zawsze sprawia mi dużą przyjemność :)





2. ManWomanFilm

Tak, dokładnie taki ma nick. Nie mam pojęcia jak ma naprawdę na imię, ale kogo to obchodzi w internecie...??? Tę panią odkryłam dosłownie kilka dni temu i zostałam niemal odurzona jej niesamowitymi pomysłami! Jest ona niezwykła i bardzo oryginalna jeśli chodzi o makijaż artystyczny. Ponad to jest modelką - wystarczy zobaczyć jej zdjęcia na Flikrze. Jej pasją jest nurkowanie - na jej kanale jest całkiem sporo filmików pokazujących podwodne wypady i jeśli ktoś chciałby spróbować tego sportu, który robi się coraz bardziej cool, to ma okazję się zachęcić. Tak czy owak, jej filmiki na YT są niesamowite i dają porcję wspaniałej frajdy.



środa, 9 czerwca 2010

Japonka w Polsce.

Korzystając z chwili przerwy w szalonym życiu studenckim postanowiłam przeklepać tutaj wywiad z Japonką, który znalazłam w majowym numerze jednego z pism uniwersyteckich.

W Polsce czuję się komfortowo.

Anna Sugiyama, 24-letnia studentka z Japonii opowiada Izabeli Kraszewskiej o swojej fascynacji kulturą i polityką Europy Środkowo-Wschodniej oraz nawiązywaniu przyjaźni z Polakami.

Byłam zdzwiona, gdy dowiedziałam się, że masz na imię Anna. Jest ono bardzo popularne w Polsce, ale nie sądziłam, że może być znane w Japonii.
A.S.: Nie tylko ty jesteś zaskoczona. Kiedy poznaję nowych ludzi, szczególnie Europejczyków, to prędzej czy później pada to pytanie. Wtedy tłumaczę, że imię Anna jest popularne również w Japonii, podobnie jak inne imiona żeńskie kończące się na -na, takie jak Nana, Hana albo Sana. Moi rodzice od zawsze interesowali się Europą, dlatego postanowili dać mi "uniwersalne" imię. I to im się udało - imię to jest wygodne, bo w wielu językach brzmi podobnie.

Czym zajmowałaś się przed przyjazdem do Polski?
A.S.: Po ukończeniu liceum studiowałam religioznawstwo i filozofię na Międzynarodowym Chrześcijańskim Uniwersytecie w Tokio, gdzie uzyskałam licencjat. Po studiach przez rok byłam sekretarką. Bardzo lubiłam tę pracę, ale postanowiłam kontynuować naukę i właśnie w tym celu przyjechałam do Polski.

To Twój pierwszy pobyt w Europie?
A.S.: Nie. Podczas studiów licencjackich byłam na rocznej wymianie międzyuczelnianej w Czechach. To był dla mnie bardzo pouczający pobyt, gdyż po raz pierwszy mogłam tak dogłębnie poznać kulturę Europy Środkowo-Wschodniej. Zastanawiam się nawet nad powrotem do tego kraju, ale najpierw muszę skończyć studia.

Skoro jesteśmy już przy studiach, to powiedz dlaczego zdecydowałaś się na nauki polityczne?
A.S.: Gdy miałam 5 lat, dziadek opowiedział mi historię o tym, jak brał udział w wojnie przeciwko Rosjanom i Chińczykom. Ta opowieść na tyle głęboko zakorzeniła się w mojej pamięci, że gdy poszłam do liceum zaczęłam interesować się sytuacją polityczną panującą zarówno w Azjii, jak i w Europie. Odtąd polityka stała się dla mnie bardzo ważna, szczególnie interesuje mnie filozofia polityki. I o tym będę pisała moją magisterkę.

A jak oceniasz studia?
A.S.: Master's Degree Studies in Political Science to program, który od niedawna funkcjonuje na uniwersytecie. Jestem z niego bardzo zadowolona i mam nadzieję, że z roku na rok będzie cieszył się coraz większym powodzeniem wśród studentów.

A co Cię interesuje oprócz polityki?
A.S.: W czasach licealnych pasjonowało mnie malarstwo. Lubiłam malować ludzi. Od niedawna wraz z grupą znajomych występuję w amatorskim teatrze i muszę przyznać, że sprawia mi to ogromną przyjemność.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia, gdy przyjechałaś do polski?
A.S.: Byłam zaskoczona tym, że na polskich ulicach jest tak spokojnie. Do tej pory mieszkałam w Tokio, które jest olbrzymie i przede wszystkim niezwykle zatłoczone. Ludzie żyją tam w nieustannym pośpiechu - presja czasu jest odczuwalna niemal na każdym kroku. W Warszawie znalazłam zdecydowanie więcej wolnych chwil dla siebie. Kolejną miłą niespodzianką była ogromna serdeczność, jaka spotkała mnie ze strony Polaków. W odróżnieniu od Japończyków znacznie chętniej nawiązujecie bliższe znajomości. Za dobry przykład może posłużyć mój ostatni pobyt w Sopocie, gdzie obce osoby podchodziły do mnie na ulicy i chciały zwyczajnie porozmawiać - były ciekawe, co tutaj robię. Dobre relacje z ludźmi sprawiają, że w Polsce czuję się komfortowo.

Próbujesz zainteresować swoich znajomych kulturą japońską?
A.S.: Czasami uczę ich języka japońskiego, często opowiadam o naszych tradycjach. Zdarza się, że wspólnie przygotowujemy potrawy kuchni azjatyckiej. A oni w zamian uczą mnie polskiego.

Myślałaś już o tym, co chcesz robić po studiach?
A.S.: Tak, oczywiście. Chciałabym zostać dyplomatą, ale to jeszcze dalekie plany.

Dodatkowa informacja pod wywiadem:

[Master's Degree Studies in Political Science to program realizowany w Instytucie Nauk Politycznych UW, adresowany do osób z dyplomem licencjata lub magistra. Studia prowadzone są w języku angielskim i obejmują przedmioty z zakresu politologii oraz prawnych, politycznych i gospodarczych aspektów integracji europejskiej. ]

A TUTAJ znajdziecie wersję PDF tego numeru czasopisma, z którego przepisałam powyższy wywiad. Możecie tam zobaczyć chociażby zdjęcie Anny ;) Jakby co, ten wywiad znajduje się na stronie 38.

niedziela, 21 marca 2010

Co jeszcze?



No właśnie, wczoraj napisałam posta o Emi, ale zapomniałam dopisać jeszcze kilku interesujących faktów.

FAKT NR 1
.
Miyavi wydał oficjalne PV "Survive", niestety nie mogę znaleźć tłumaczenia :(
Znalazłam za to na pocieszenie jeszcze inny filmik, z World Tour Documentary DVD, który był przez jakiś czas oficjalnym teledyskiem do tej piosenki.

PV "Survive"




oraz World Tour Video "Survive"







FAKT NR 2.
Znalazłam bardzo ciekawy Vlog na youtube pewnej Japonki, która mówi całkiem przyzwoicie po angielsku. Obejrzałam jej wszystkie filmiki i chciałabym ją z tego miejsca gorąco polecić moim czytelnikom :)




Niestety, ostatni film został nagrany 2 lata temu i nie wygląda na to żeby ten kanał został reaktywowany. Jednak obejrzeć zawsze warto, bo można się interesujących ciekawostek dowiedzieć o Japonii.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Kegadoru czyli podryw na ofiarę.



Jak poderwać nieznajomego przystojniaka na ulicy...? To bardzo proste, wystarczy wzbudzić w nim litość oraz poczucie męskiego obowiązku wobec słabej i rannej kobiety. Na taki oto pomysł wpadły japonki, które już znudziły się każdą istniejącą modą obecną na ulicach. Z jednej strony jest to wyraz odrzucenia mody jako takiej - bo wszystko już było i powielanie wszystkiego tylko z drobnymi modyfikacjami jest po prostu nudne - na przykład:

   1. Classic Lolita
   2. Sweet Lolita
   3. Elegant Gothic Lolita
   4. Industrial Lolita
   5. Elegant Gothic Aristocrat


Mało!? Dokładniejszy opis znajdziecie na JEJ BLOGU Poza tym nowe odłamy różnych subkultur rosną jak grzyby po deszczu.
Jednym z nich jest właśnie KEGADORU. Co potrzeba żeby poderwać miłego uczynnego mężczyznę?

    * bandarze, temblaki, plastry, opaski (np na oko), gorset na szyję.
    * odrobina czerwonej farby w ramach krwi. (bardzo to romantyczne, prawda...?)

I to wszystko. Oprócz znudzeniem wszelakimi kreacjami lansowanymi przez modę, Kegadoru tłumaczą swoją subkulturę jako próbę zwrócenia na siebie uwagi, głównie płci przeciwnej, bandaże są ponoć świetnym pretekstem do nawiązania rozmowy ("Czy może mógłbym pani jakoś pomóc...???") co w efekcie może doprowadzić do "wyleczenia" poszkodowanej i umówienia się z przemiłym, uczynnym chłopakiem na randkę.

Cóż... Jest to po prostu przerysowana metoda podrywu stosowana przez kobiety od wieków ;)

poniedziałek, 1 lutego 2010

Japonka.

Czyli posesyjne obgryzanie mózgu część dalsza.


No. 1 - Japońska moda plażowa w epoce Meiji :)

Od jakiegoś czasu interesuję się modą, jako tako i przez przypadek natknęłam się na interesujący artykuł na Japonia.org o plażowej modzie z tamtego okresu.



Prawda, że super???


    "[...]Pomimo, że kąpiele w morzu (kaisuiyoku) nie były obce Japończykom, to jednak dopiero w pod koniec XIX w. zaczęto traktować je, jako formę rekreacji. Wcześniej, kąpiele morskie kojarzone były z ćwiczeniami wojskowymi lub rytualnym oczyszczeniem odprawianym przy okazji świąt. Na zmianę japońskich poglądów w stosunku do tej formy aktywności wpływ miało otwarcie na Zachód, które dokonało się w 1854 r.. Do Japonii zaczęły napływać nie tylko nowinki gospodarcze i techniczne, ale też obyczajowe. Zarówno w Europie jak i USA znano już lecznicze oraz zdrowotne korzyści płynące z kąpieli morskich i z roku na rok ta forma rozrywki znajdowała coraz większe grono zwolenników. Koncepcję wakacji nad morzem i pierwsze domki letniskowe wprowadzili w Japonii właśnie cudzoziemcy. W kwestii pierwszego oficjalnego kąpieliska wciąż toczą się spory. Wiadomo, że jedno z wcześniejszych morskich kąpielisk powstało w 1885 r. w miejscowości Ōiso, leżącej na popularnym szlaku Tōkaidō łączącym Tokio i Kioto. Za twórcę kąpieliska w Ōiso uważa się chirurga gen. Matsumoto Ryōjuna, propagatora idei sprawności fizycznej, który zasugerował właścicielowi zajazdu Miyashirokan wybudowanie w tym miejscu obiektów kąpieliskowych. Jak się później okazało [...]"


Całość artykułu dostępna TUTAJ.


No. 2 Małżeństwo po japońsku - co to oznacza dla kobiety?


Generalnie rzecz ujmując kobieta przed 30-tką po prostu MUSI wyjść za mąż - taki standard obyczajowy. Inaczej się nie da. Patriarchalizm w Japonii jest jest w dalszym ciągu zjawiskiem bardzo silnym. Pomimo że kobiety mogą pracować i generalnie wydawać by się mogło że mogą być samodzielne i niezależne to jednak jest wiele przeciwwskazań co do tego, chociażby fakt, że kobieta pracująca tyle samo godzin i wykonująca tę samą pracę zarabia znacznie mniej niż mężczyzna, co automatycznie stawia ją w gorszej sytuacji. Bardzo spodobał mi się angielski blog "Marriage hunting" - jest to strona pewnej kobiety, która desperacko próbowała wyjść za mąż i w tym celu zamieściła anons za pośrednictwem biura matrymonialnego. Jest tam cała jej historia związana z polowaniem na męża od początku do końca, czyli do ślubu. Najlepszy jest właśnie ostatni post, w którym porównuje ona stan panieński ze stanem mężatki i wiecie co... Odniosłam wrażenie, że małżeństwo przyniosło jej więcej obowiązków, trosk i ograniczyło jej wolność. Dziwne, ona dostrzega to bardzo wyraźnie, lecz nie przeszkadza jej to wcale.




Taki kobiecy post mi wyszedł, a jednak mam wrażenie, że wcale nie rozumiem mentalności Japonek, mimo że siedzę w tym temacie już od X lat, poznaję kulturę, sposób patrzenia i myślenia. Pewnych różnic kulturowych nie da się ani zrozumieć ani przeskoczyć, trzeba je po prostu zaakceptować i przestać się dziwić "jak one tak mogą żyć.?", bo przecież gdyby im było bardzo źle to jestem pewna, że zrobiły by coś w tym względzie.